Archiwum kategorii 'Co nowego u nas?'

Kamieniołomy Röhrig

poniedziałek, 28 Lip 2014 @ 19:00

Każdy w mieście zna kamieniołomy – zakłady granitu Röhrig.
My często chodziliśmy lasem  górą nad kamieniołomem. Stamtąd można też trochę zajrzeć w wyłom. 
27.07.14 firma obchodziła 50-lecie, co powiązała z dniem otwartych drzwi.
Röhrig zatrudnia 80 osób. Z wyłomu wydobywa się różne gatunki skał, m.in granit.
Na obrzeżach powstają naturalne stawy, gdzie zadomawiają się gady, płazy i ptaki, oraz różne rośliny.  Koło Ochrony Natury ceni sobie bliską współpracę z firmą. W razie potrzeby staw się  pogłębia, czy dolewa wody – bez żadnych procedur.
Röhrig pomaga tez wielu  innym lokalnym związkom i  zjednoczeniom. 2-3 lata temu zakupił duży dom na brzegu miasta, który po remoncie służy jako siedziba i miejsce spotkań dla tych grup.

Wczoraj była piękna pogoda, jak zamówiona na taką imprezę. Więc my też pojechaliśmy.
Auto odstawiliśmy na górze. Firma zorganizowała duży parking na polu i transport w dół. Ale my poszliśmy pieszo do zakładów. Ok. może później weźmiemy busik.
Już o 11:30 teren był pełen gości. Ludzie chcieli obejrzeć zakład, zebrać informacje o różnych naturalnych materiałach budowlanych, zabawić się, obejrzeć akcje i pokazy, napić się, najeść i spotkać ze znajomymi.
Od pracownika dowiedzieliśmy się, że oczekiwano optymistycznie 7000 ludzi. Ale już w południe liczba przekraczała 10 000. A gazeta pisała potem o 15 0000. Super! Co za udane święto.

Lokalne związki przejęły muzykę, pokazy i gastronomie. Za to zysk ze sprzedaży poszedł do ich kas.

M.in. obejrzeliśmy ciekawy pokaz trialshow – na motocyklach, młodzież zaprezentowała swoje umiejętności na skalach i kamieniach. Ale największą sympatię zebrała najmłodsza uczestniczka, 3-letnia dziewczynka.
Maszyny, koparki pokazały pracę przy łamaniu skał.
W namiocie były informacje o detonacjach, materiałach, ochronie natury. Do tego fajne praktyczne prezenty.
Obok można było obejrzeć stalą wystawę naturalnych kamieni do ogrodu, skalników, czy murów.
Nostalgiczny autobus woził ciekawych w głąb kamieniołomu. Jazda trwałą 15 minut, ale na to trzeba było stanąć w kolejce. I stać… i stać… A słońce piekło…
Co tam, następny bus dla nas. Jo!!! przed nami był koniec. Więc następny – ale za to jako pierwsi i wybierzemy sobie miejsca, z przodu, żeby były faje zdjęcia.
Dla dzieci była kolorowa ciuchcia na małą turę po zakładzie.
Kto chciał mógł też przeżyć dachowanie samochodem. Nawet moment miałam ochotę, ale potem widziałam z jaką miną wysiadali poprzednicy i… mi się odechciało.

Najedliśmy się, napiliśmy, dużo widzieliśmy, opaliliśmy się – no to wracamy do domu. Ale pod górkę busem!

Kategorie: Co nowego u nas?, Niebo i ziemia | Możliwość komentowania Kamieniołomy Röhrig została wyłączona | Autor:

Betonowe nowości

niedziela, 17 Lis 2013 @ 12:59

Ostatnie tygodnie jeżdżę o obserwuję budowlane miejsca w mieście.
Od pół roku jeździmy pod koleją jednostronnie, bo połowa ulicy jest remontowana. Podobno jest to wielki remont, taki od zera. No, rzeczywiście widzieliśmy, jak głęboko zdarli powierzchnię, zrobili nowe ściany, kable…
Ojej, same cuda. No, muszą być chyba cuda, bo połowa budowy trwa już miesiące. Teraz oddano gotową stronę i przejęto drugą – ta ma być gotowa już w kwietniu 14.
Nikt nie rozumie, co tam tak długo trwa. Dalej jeździmy jednostronnie.
Ale już coś widać. Droga jest czysta, jasna… Ciekawe kiedy pierwszemu artyście puszkowemu będzie przeszkadzać i będzie się czuł zobowiązany ten stan zmienić.

Drugie miejsce mijam kilka razy dziennie. Na narożnym areale otoczonym wieloma kasztanami zbudowano parę ładnych 3 piętrowych domów. Są już zagospodarowane i zamieszkałe. Nawet przyjemne mieszkania – byłam już w jednym.
Teraz budowane są ostatnie dwa domy do ulicy. I tu moje myśli. Przed tym budynkiem rośnie 9 starych kasztanowców i to tak blisko, ze mieszkańcy będą jesienią kasztany rwać z balkonów. Latem, kiedy będą liście, to nigdy nie dojdzie żaden promień słońca do pokoju, a prawdopodobnie nawet żadna dzienna jasność. Myślę, że ci ludzie będą jedynymi w mieście, którzy będą się cieszyli na gołą zimę.
Nie należę do ludzi wołających „ratujcie drzewa!” – czasem drzewa trzeba „przesadzić” (każde wycięte musi być zastąpione nowym), żeby ludzie mogli żyć. Ale tu się dziwię: jeżeli mają być wycięte niektóre pnie, to czemu nie zrobili tego zaraz, w czasie budowy? A jeżeli mają zostać, to kto tak planował? i kiedy będą pierwsze depresyjne skargi i jednak piła pójdzie w ruch???

Kategorie: Co nowego u nas? | Możliwość komentowania Betonowe nowości została wyłączona | Autor:

Rimini

poniedziałek, 1 Lip 2013 @ 13:27

Tyle nam pozostało z restauracji Rimini. Pustka i pospiesznie zawieszone zasłony.
Była to kiedyś dość dobra – nie superowa, ale OK – pizzeria i lodziarnia. Niedaleko od nas, więc czasem poszliśmy na mały spacer, żeby nie mieć takiego wyrzutu sumienia wcinając pucharek lodów. Czasem wracając skądś samochodem spontanicznie decydowaliśmy się na małe posiedzenie przy piwku (również bezalkoholowym).
Fajnie się siedziało. Miejsc było dość, ogródek na zewnątrz, kolorowe krzesła (w tym roku nowe), pod dachem dla palaczy (w zimie jako zamknięta weranda). W środku „normalnie”, ale ściany dekorowały obrazy z Rep. Dominikańskiej – od razu poznaliśmy, bo też takie mamy. Pan – Włoch opowiadał, że chętnie jeździ tam na urlop.
W czasie naszego pobytu w Polsce stało się…
Wieczorem jak zwykle siedzieli goście, jedli pizze i lody. Normalny wieczór.
Rano kucharz przyszedł do pracy, a tu wszystko pusto, okna zawieszone. Musiało mu być dość głupio.
W nocy zostało wszystko sprzątnięte i właściciel zniknął w siną dal.
Oczywiście teraz kuchnia plotek wrzy. Że miał długi podatkowe, że nie płacił wynajmu, że brakowało pieniędzy na pensje pracowników, że mafia.
Ale co myśleć o takim kroku? Ludzie czasem wracają do swoich korzeni, to się zdarza i nic w tym dziwnego. Ale jak ktoś robi taką tajną nocną akcję, to ma coś do ukrycia i to dużo. Poza tym trudno sobie wyobrazić, że podjął decyzję powrotu do Włoch spontanicznie o 23 godzinie, bo go straszna tęsknota ogarnęła. Na pewno się tajnie przygotował i to dobrze.
Na razie restauracja – widmo straszy swoim widokiem. Weranda jest pusta, stołów i foteli chyba by nie wnosił w nocy do środka, bo po co? Więc na pewno wszystko zostało załadowane i zabrane.
A my musimy poczekać i zobaczymy, co i kogo czas przyniesie. Plotki opowiadają, że Antonio chce wrócić do Heppenheim i przejąć ten lokal.
No… musiałby dość przebudować, ale jak zlikwiduje lodziarnię, to starczy miejsca na stoliki. I Sebastian Vettel by się ucieszył, bo to jego ulubiony gastronom.

Kategorie: Co nowego u nas? | Komentarze (1) | Autor:

Bülent Ceylan

sobota, 1 Cze 2013 @ 10:41

Bülent Ceylan – w Heppenheim znany również jako Boxenluder (lafirynda garażowa) Sebastiana Vettela – daje od wczoraj do jutra trzy występy w naszym amfiteatrze – z programem „Wilde Kreatürken” (gra słów). I robi to perfekcyjnie i wesoło, spontanicznie i samoironicznie. Żadne oko nie zostaje suche – i to nie jest sprawą aktualnego deszczu.
„Boxenluder” powstało, kiedy Sebastian przyjechał do Heppenheim, jako dwukrotny Mistrz Świata Formuły 1 i Bülent wystąpił razem z nim nieoczekiwanie dla publiczności, jako ekstra cukierek.
Bülent jest pół-Niemcem i pół-Turkiem, a do tego naszym sąsiadem, bo prosto z Mannheim (20 km od nas).
Planowane były dwa występy, wczorajszy dodano.
I my tam byliśmy! Chociaż niewiele brakowało, a nasze bilety spłynęły by razem z deszczem. Podczas kiedy media informują nas o wylewach i zalaniach w kraju, straż pożarna pompuje piwnice w Heppenheim, w amfiteatrze planuje się przyjemności pod gołym niebem.
O ranyyyy! Tak fajnie nikt nie może wystąpić, żeby nadrobić to padające mokro. Idziemy, nie zostaniemy, może jednak, ach nie… tak nam szło całe popołudnie. Dobrze, że byliśmy umówieni z przyjaciółmi, to był ten odpowiedni kop w d…
Więc zaopatrzeni w złote folie ratunkowe, peleryny rowerowe i z bundeswery, kurtki przeciwdeszczowe, buty wędrowne i grzańca w termosie (ostatnia flaszka z zimy, jak akurat na 31.maja, haha), ruszyliśmy.
Parasole były zakazane z powodu wzajemnego-wykluwania-oczu i zasłaniania-widoku (oraz kapania-na-sąsiednie-ramiona), ale nie wszyscy wzięli ten zakaz poważnie. Przy wejściu musieli napełniać dużą skrzynkę swoją kolorową własnością. Ciekawa jestem, jak później, po ciemku, ją wśród lekko 500 innych znaleźli.
Kontrola toreb… Ale Jurek z uśmiechem przemycił pod peleryną nasz termos. Ha!!! tak dobrze jeszcze chyba nigdy nam grzaniec nie smakował.
Niespodzianka… Teren przed sceną był zastawiony 2000 krzeseł. Kamienne schody do siedzenia (za nimi jest las i drzewa) były zagrodzone, z powodu przesączonego gruntu i niebezpieczeństwa spadających gałęzi. Mimo deszczu ani jedno krzesło nie zostało wolne. Tego byśmy nie myśleli. I Bülent też na pewno.
Występ? Co tu powiedzieć? Mógł być TYLKO DOBRY!!! Nic innego nie oczekiwaliśmy. I: tego programu nie zobaczysz nigdzie, bo był przycięty na nas, nasz region, zwyczaje, w dialekcie (Heppenheimu i Mannheimu) – wszystko jest artyście znane. Mógł używać swojego dialektu i każdy go zrozumiał, haha. To był występ jak w domu.
Nasza odwaga została nieoczekiwanie nagrodzona i niebo wyschło (kiedyś musi się przecież opróżnić!!). Nawet mogliśmy zdjąć ochronę przeciwdeszczową. Hurraaaa! Dzięki niebu, Bogu, Partii, Buddzie i Rewolucji Październikowej!
Na dziś i jutro życzymy następnym widzom dużo śmiechu i przynajmniej tyle suchego powietrza, ile my mieliśmy.

Posłowie:
W niedalekiej przeszłości rozważano budowę zadaszenia nad amfiteatrem. Jest to piękne miejsce, między dwoma górami (Schloßberg i Maiberg) z widokiem na zamek. Na stopniach może zająć miejsce ok 4000 ludzi. Ale na Maiberb mieszkają też ludzie z wpływem (przynajmniej finansowym) i chcą tam dalej mieszkać w spokoju. A duże imprezy są zwiazane z hałasem. No prawda… jasne, że jak 4000 ludzi schodzi na dół po koncercie, czy występie i niech każdy tylko normalnie rozmawia – to jest na pewno głośno.
Na marginesie: przy ulicy, która prowadzi do amfiteatru, kupił również Sebastian Vettel starą piękną willę „Kappeleck”, ale raczej mało kiedy będzie tam mieszkał. A przeciwko Bülentowi – swojemu kumplowi, na pewno by nic nie miał, by wypili razem piwo.
Ale, szanowni mieszkańcy Maibergu, mieszkacie tak pięknie, macie widok na dolinę Renu, aż po Hunsrück. Czy to jest naprawdę tak tragicznie, że parę razy w roku (dotąd 3-5 razy), my też chcemy coś przeżyć na Waszej górze? Kupcie sobie też bilety. Albo idźcie na kolację, tylko trochę dalej, żeby było dłużej, porozmawiajcie ze sobą. Albo zamknijcie po prostu takiego wieczoru okna.
Czasem powinno być dobro większości ważniejsze od zadowolenia kilku rodzin.

Kategorie: Ciekawostki i sensacje, Co nowego u nas? | Możliwość komentowania Bülent Ceylan została wyłączona | Autor:

Drugi zamek w Heppenheim

czwartek, 9 Lut 2012 @ 18:38

Tyle lat mieszkamy w Heppenheim i dotąd znaliśmy tylko jeden zamek Starkenburg. Tak, jak i 25 tysięcy innym mieszkańców.
Ale, jak przed kilkoma dniami nasza gazeta napisała – mamy jeszcze jeden zamek, trochę mniejszy i trochę młodszy i… nielegalny.
W czasie sądowego terminu licytacji gruntu rolnego (winnice) na wzgórzu Hasenberg (Zajęcza Góra), okazało się, że grunt jest zabudowany. Zdziwienie było wielkie, bo urzędnicy podobno przeprowadzili lokalne obejście. I przeoczyli … zamek. Haha.

(film z niem. TV program SWR)

No! to musieliśmy zobaczyć! Poszliśmy na spacer, znaleźliśmy zamek i nasza fascynacja nie miała granic.
Dziś wiemy już prawie wszystko o właścicielu, budowniczym, Rycerzu Zajęczej Góry i okolicznościach.
Pan S., pszczelarz, buduje ten zamek od siedmiu lat. Od początku starał się o urzędowe zezwolenie – miało powstać miejsce dla dzieci, dla spotkań z naturą, dla nauki i zabawy. Miasto nie dało zezwolenia i kazało zburzyć, co już pan S. postawił. Pan S. płacił kary i budował dalej, ma grubą aktę w urzędzie, jednak na miejscu nikt nie interesował się postępem i wzrostem murów.
Rycerz Zajęczej Góry budował dalej – sam – za budulec służył mu gruz z różnych budów. Dziś, na powierzchni 30x 30 metrów stoi zamek, ma wieże, mury, okna, górny zamek i dolny, przedzamcze, most. Na każdym metrze widać pasję i miłość do detalu.
Tylko papieru z urzędowym stemplem brakuje.
Rycerzowi zardzewiała zbroja, osunął się na finansowy brzeg i nie może dalej budować.
Licytacja gruntu ujawniła publicznie egzystencję nielegalnego zamku. Urzędowa maszyneria zaczęła mielić…
Gazety piszą, ludzie piszą do gazety, spacerowicze oglądają, telewizja była. Dziś wie chyba każdy w Heppenheim, że mamy dwa zamki. Na niemieckiej stronie pisaliśmy obszerniej na ten temat, dostaliśmy sporo zainteresowanych komentarzy.
Urząd (nieco ośmieszony) obstaje twardo przy paragrafach: „budowa musi być zniesiona”!!
Ale już jest też głos partyjny z FDP: trzeba szukać możliwości, żeby zamek zalegalizować. Brawo!!
Zburzenie przewyższało by wartość gruntu. Te koszty można by włożyć w kontrolę statyki.
To prawda, że pan S. budował świadomie bez zezwolenia, ale przecież starał się o papier. Urząd poza „nie!” nie zrobił nic.
Pan S. ma pełną sympatię i podziw mieszkańców za włożoną pracę i wytrwałość.
Czekamy z napięciem na dalsze losy zamku.
Jedno jest jasne: tego nie można zburzyć!

 

RATUJMY ZAMEK !!!!

Kategorie: Ciekawostki i sensacje, Co nowego u nas?, Wyczytane w gazecie. | Komentarze (1) | Autor:

Pokrzywa i lody.

niedziela, 17 Lip 2011 @ 13:21


Skok za granicę Hesji, w Badeni Wirtembergii, 10 km od nas, w Hemsbach jest kino „Brennessel” (= pokrzywa).
Jest to stare małe kino, ma dwie salki, na 60-100 osób. Wygodne fotele, jedno- i dwuosobowe, w rogu pianino. W wejściu stare kredensy, wielki staromodny stół kuchenny, naokoło różne krzesła, gdzie czekający goście mogą wypić colę, czy piwo, skrzypiąca podłoga. Atmosfera daleka od nowoczesnych zatłumionych kin.
Kino ma w programie filmy takie „inne”, dyskusyjne, nagrodzone, kameralne, nic z tych kasowo-masowych produkcji.
Często już czytałam program, coś było ciekawego, ale nie nadarzyło się, żeby iść.
W piątek byliśmy z przyjaciółmi na filmie „Polnische Ostern”.
Salkę zajęło może 20 widzów, każdy sobie wybrał miejsca gdzie chciał. [czytaj dalej…]

Kategorie: Co nowego u nas?, W okolicy | Możliwość komentowania Pokrzywa i lody. została wyłączona | Autor:

Będzie w weekend

czwartek, 16 Cze 2011 @ 22:14

W sobotę, 18.06.2011 odbędzie się występ w amfiteatrze: Dieter Thomas Kuhn.
Kto go zna musi tam być, jeżeli tylko inne terminy na to zezwolą. Niemiecka muzyka lat 70 i 80, szlagiery wpadające w ucho i zmuszające do wspólnego śpiewania, ciuchy hippi i słoneczniki. Na pewno nie będzie wolnego metra.
Na koncercie Dietera byliśmy już raz, przed dobrych 10-15 laty. Niepowtarzalna atmosfera i nostalgia!

W niedzielę, 19.06, będzie w Klubie Jeździeckim coroczny pokaz koni zimnokrwistych „Kaltblutschau”.
Żeby po nocnym koncercie nie męczyć się w kuchni – można zjeść kotleta z grilla w klubie. A prześpiewane struny głosowe mogą odpocząć przy oglądaniu pokazów.
W niedzielę po koniach można wrócić do muzyki, ale w innym stylu. 19.06 będzie w amfiteatrze grupa tenorów Adoro .

25.06 zacznie się tegoroczny, 59 Weinmarkt – Dni Wina – 10 dni starówka zamieni się w muzyczną winiarnię.
A zaraz potem, 6.07 będą Gassensensationen – międzynarodowy festiwal teatrów ulicznych. 4 dni.

Kategorie: Co nowego u nas?, Coroczne imprezy | Możliwość komentowania Będzie w weekend została wyłączona | Autor:

Martin Buber

czwartek, 24 Mar 2011 @ 20:01

Jak już pisałam, nastąpiła w mieście ważna przeprowadzka. Posąg Martina Bubera został przeniesiony sprzed historycznej Sparkassy i stoi teraz przed jego domem. Tak lepiej pasuje do historii miasta i turyści idący na starówkę częściej tędy przechodzą niż poprzednią ulicą.
Nawet są już propozycje, żeby nazwać ten małż plac Placem Martina Bubera. No, też ładnie.
Na razie Martin stoi ogrodzony, bo nie jest jeszcze przycementowany. A później na pewno dostanie parę kwiatków obok.
Mnie krążą trochę myśli, czy nowe miejsce nie jest za blisko toalety publicznej i kawalarze nie uczynią z Martina dziadka klozetowego.

Przy historycznej Starej Sparkasie stoją teraz dwaj założyciele tego banku, pan Schunk i pan Pirsch i dyskutują o statutach założenia z 1830 roku.
I tak każdy znalazł swoje miejsce i mieszkańcy są zadowoleni.

Kategorie: Co nowego u nas? | Komentarze (1) | Autor:

Martin Buber w domu

piątek, 25 Lut 2011 @ 17:53

Od kilku lat stoi przed historycznym budynkiem Starej Sparkassy (bank) posąg Martina Bubera.
Dlaczego tam? Dobre pytanie, odpowiedzi nie ma.
My sobie dumaliśmy, że pewnie był kiedyś klientem Sparkassy. O, to nas też tam w przyszłości postawią? Ok, miejsce jest fajne.
Turyści myśleli często, że są przed jego domem.
A dowcipnisie pozwalali sobie czasem na żarty, ubrali mu w zimę płaszcz i szal, innym razem dostał koszulkę „Jestem z Heppenheim”, a w Walentynki dali mu kwiatki.

Dzisiejsza gazeta pisze, że Sparkassa przeprowadza zmiany personalne: Martin Buber przeprowadza się przed swój dom na Werlestrasse, gdzie żył z rodziną między 1916 a 1938 rokiem. Na pewno będzie się tam lepiej czuł. I jakoś lepiej pasuje.
A przed Sparkassą stanie dwóch założycieli tego instytutu bankowego. To też lepiej pasuje.
Musimy teraz przejść się na spacer i obejrzeć owe nowości.

Kategorie: Co nowego u nas?, Wyczytane w gazecie. | Możliwość komentowania Martin Buber w domu została wyłączona | Autor:

Casa Europa – Getto 2.

piątek, 24 Wrz 2010 @ 19:35

Akcja opisana w artykule „Getto” pociągnęła za sobą jeszcze echo międzysąsiedzkie (na niemieckiej stronie, pod komentarze, patrz również „Ghetto 2”).
Organizatorzy-przeciwnicy budowy ruszyli jeszcze raz do boju, w obszernym piśmie zebrali znane fakty, obawy i przypuszczenia. Wynik załączonej ankiety nie jest nam znany (nie udzieliliśmy się, nie pytaliśmy).
Tymczasem życie się budzi na terenie Casa Europa. Prace rozpoczęto, pociągnięto płoty, uprzątnięto teren, hałas się rozwija.
Dziś w gazecie:
Inwestor (Wohnbau Bergstrasse – miejski administrator lokali) porzucił również myśl o rozbiórce dawnej stołówki Langnese i jest gotów rozwinąć projekt i wykorzystać budynek (jest wiele propozycji) najchętniej na centrum spotkań dla seniorów, młodzieży i rodzin z okolicznych ulic. Ma w tym pełne poparcie komitetu miejskiego seniorów i Caritasu.
Poza tym przebudowana sala mieściłaby imprezy do 500 osób – a takich miejsc brakuje w Heppenheim!
Szef Wohnbau wypowiedział się również do anty-akcji z naszych ulic, nie dzieląc obaw przed gettem i konfliktami.
Halas słychać nawet do nas, choć jest znośny. Ale nasz szereg, wschodni, jest przyzwyczajony do budowy, brudu, hałasu – od czterech lat żyjemy „na budowie”, przed naszymi oknami powstało 40 domów. Cierpliwie patrzymy na wykańczanie ostatniego domu, walczymy codziennie w ciasnocie uliczki z murarzami i maszynami o każdy metr. Z wielką nadzieją oczekujemy, że do Bożego Narodzenia będzie nareszcie koniec, spokój i czysto.
(Zdjęcie z 17.07.10, dziś stoi już ostatni dom)
Zachodni szereg ma przyjemność życia z budową przed nosem jeszcze przed sobą. Chociaż tylko w części i nie tak długo, jak my, to chcemy pocieszyć: można się przyzwyczaić.
Płot wokół Casa Europa będzie później zazieleniony, teren przez miasto utrzymany, na pewno nie będzie gorzej niż w ostatnie lata.
A kto wie, może będzie nawet ładniej niż u nas?
Wtedy będziemy mieli naprawdę problem…

Kategorie: Co nowego u nas?, Wyczytane w gazecie. | Możliwość komentowania Casa Europa – Getto 2. została wyłączona | Autor: