Archiwum kategorii 'Ciekawostki i sensacje'

Szpital psychiatryczny

czwartek, 1 Sty 2015 @ 15:50


Lekko na brzegu miasta, w kierunku Heidelbergu, poniżej winnic, otoczony murem, stoi duży kompleks starych budynków – to dawny szpital psychiatryczny.

Kompleks pochodzi z 1866 roku i został 2014 ostatecznie opuszczony.

Nowy szpital psychiatryczny stoi w sąsiedztwie naszego szpitala ogólnego i w tym roku całkowicie przejął pracę (przeniesienie trwało 2 lata, w kilku etapach).
Tu powstaną w przyszłości mieszkania.
Ale długi czas nic nie było wiadomo, co będzie dalej z budynkami.  Cały kompleks jest pod ochroną zabytków, więc wiadome było tylko, że zostanie zachowany. Ale na co?
[czytaj dalej…]

Kategorie: Ciekawostki i sensacje | Możliwość komentowania Szpital psychiatryczny została wyłączona | Autor:

Komet Czurjomow–Gerasimienko

sobota, 15 Lis 2014 @ 11:57

Starkenburger Echo - 14.11.2014Każdy z nas zna nazwę komety 67P Czurjomow –Gerasimienko.

Przecież aktualnie mówi się o niej we wszystkich mediach świata. Sonda Rosetta leciała 10 lat do komety, by teraz odstrzelić lądownik – laboratorium Philae.

Odkrywcami komety są Klim Czuriomow i Swietlana Gierasimienko.

Co to ma wspólnego z Heppenheim. Ha!! Dużo!

W czwartek, 13.11. 14  był Klim Czuriomow wraz z wnuczkä u nas. Astronom był w Darmstadt w Europejskiej Organizacji Kosmosu ESA i odwiedził przy tej okazji nasze obserwatorium. Akurat tego dnia, kiedy Philae wylądował na komecie.
Na koniec pobytu jadł kolację w restauracji “Zum Reitstall” – a to nasza ulubiona.

Ciekawe co szef lokalu nam opowie, jak się zobaczymy następnym razem? Mamy nadzieję, że zrobili pamiątkowe zdjęcie i zawieszą na ścianie, jak to robią inne lokale z ważnymi gośćmi.
Bo kiedyś będzie w galerii również nasze zdjęcie po tytułem: „Najfajniejsi stali goście, którzy zawsze jedli sznycel i pizzę Margeritę”. Haha.

Kategorie: Ciekawostki i sensacje, Niebo i ziemia | Możliwość komentowania Komet Czurjomow–Gerasimienko została wyłączona | Autor:

Bülent Ceylan

sobota, 1 Cze 2013 @ 10:41

Bülent Ceylan – w Heppenheim znany również jako Boxenluder (lafirynda garażowa) Sebastiana Vettela – daje od wczoraj do jutra trzy występy w naszym amfiteatrze – z programem „Wilde Kreatürken” (gra słów). I robi to perfekcyjnie i wesoło, spontanicznie i samoironicznie. Żadne oko nie zostaje suche – i to nie jest sprawą aktualnego deszczu.
„Boxenluder” powstało, kiedy Sebastian przyjechał do Heppenheim, jako dwukrotny Mistrz Świata Formuły 1 i Bülent wystąpił razem z nim nieoczekiwanie dla publiczności, jako ekstra cukierek.
Bülent jest pół-Niemcem i pół-Turkiem, a do tego naszym sąsiadem, bo prosto z Mannheim (20 km od nas).
Planowane były dwa występy, wczorajszy dodano.
I my tam byliśmy! Chociaż niewiele brakowało, a nasze bilety spłynęły by razem z deszczem. Podczas kiedy media informują nas o wylewach i zalaniach w kraju, straż pożarna pompuje piwnice w Heppenheim, w amfiteatrze planuje się przyjemności pod gołym niebem.
O ranyyyy! Tak fajnie nikt nie może wystąpić, żeby nadrobić to padające mokro. Idziemy, nie zostaniemy, może jednak, ach nie… tak nam szło całe popołudnie. Dobrze, że byliśmy umówieni z przyjaciółmi, to był ten odpowiedni kop w d…
Więc zaopatrzeni w złote folie ratunkowe, peleryny rowerowe i z bundeswery, kurtki przeciwdeszczowe, buty wędrowne i grzańca w termosie (ostatnia flaszka z zimy, jak akurat na 31.maja, haha), ruszyliśmy.
Parasole były zakazane z powodu wzajemnego-wykluwania-oczu i zasłaniania-widoku (oraz kapania-na-sąsiednie-ramiona), ale nie wszyscy wzięli ten zakaz poważnie. Przy wejściu musieli napełniać dużą skrzynkę swoją kolorową własnością. Ciekawa jestem, jak później, po ciemku, ją wśród lekko 500 innych znaleźli.
Kontrola toreb… Ale Jurek z uśmiechem przemycił pod peleryną nasz termos. Ha!!! tak dobrze jeszcze chyba nigdy nam grzaniec nie smakował.
Niespodzianka… Teren przed sceną był zastawiony 2000 krzeseł. Kamienne schody do siedzenia (za nimi jest las i drzewa) były zagrodzone, z powodu przesączonego gruntu i niebezpieczeństwa spadających gałęzi. Mimo deszczu ani jedno krzesło nie zostało wolne. Tego byśmy nie myśleli. I Bülent też na pewno.
Występ? Co tu powiedzieć? Mógł być TYLKO DOBRY!!! Nic innego nie oczekiwaliśmy. I: tego programu nie zobaczysz nigdzie, bo był przycięty na nas, nasz region, zwyczaje, w dialekcie (Heppenheimu i Mannheimu) – wszystko jest artyście znane. Mógł używać swojego dialektu i każdy go zrozumiał, haha. To był występ jak w domu.
Nasza odwaga została nieoczekiwanie nagrodzona i niebo wyschło (kiedyś musi się przecież opróżnić!!). Nawet mogliśmy zdjąć ochronę przeciwdeszczową. Hurraaaa! Dzięki niebu, Bogu, Partii, Buddzie i Rewolucji Październikowej!
Na dziś i jutro życzymy następnym widzom dużo śmiechu i przynajmniej tyle suchego powietrza, ile my mieliśmy.

Posłowie:
W niedalekiej przeszłości rozważano budowę zadaszenia nad amfiteatrem. Jest to piękne miejsce, między dwoma górami (Schloßberg i Maiberg) z widokiem na zamek. Na stopniach może zająć miejsce ok 4000 ludzi. Ale na Maiberb mieszkają też ludzie z wpływem (przynajmniej finansowym) i chcą tam dalej mieszkać w spokoju. A duże imprezy są zwiazane z hałasem. No prawda… jasne, że jak 4000 ludzi schodzi na dół po koncercie, czy występie i niech każdy tylko normalnie rozmawia – to jest na pewno głośno.
Na marginesie: przy ulicy, która prowadzi do amfiteatru, kupił również Sebastian Vettel starą piękną willę „Kappeleck”, ale raczej mało kiedy będzie tam mieszkał. A przeciwko Bülentowi – swojemu kumplowi, na pewno by nic nie miał, by wypili razem piwo.
Ale, szanowni mieszkańcy Maibergu, mieszkacie tak pięknie, macie widok na dolinę Renu, aż po Hunsrück. Czy to jest naprawdę tak tragicznie, że parę razy w roku (dotąd 3-5 razy), my też chcemy coś przeżyć na Waszej górze? Kupcie sobie też bilety. Albo idźcie na kolację, tylko trochę dalej, żeby było dłużej, porozmawiajcie ze sobą. Albo zamknijcie po prostu takiego wieczoru okna.
Czasem powinno być dobro większości ważniejsze od zadowolenia kilku rodzin.

Kategorie: Ciekawostki i sensacje, Co nowego u nas? | Możliwość komentowania Bülent Ceylan została wyłączona | Autor:

Rudolf Kohl

niedziela, 19 Maj 2013 @ 13:02

Odszedł od nas ostatni chyba oryginał i unikat miasta.

Rudolf Kohl zmarł mając 73 lata. 17 maja został pochowany, na pogrzebie straż pożarna trzymała wartę honorową. A po uroczystości odbyła się duża impreza w punkcie straży pożarnej – tak jak sobie to zmarły życzył za życia.

Kohl należał do obrazu miasta, jak mało kto. Trudno sobie miasto wyobrazić bez niego.
Każdy go znał. Ciężkim kuśtykającym (po wypadku sprzed wielu lat) krokiem szedł ulicami, uśmiechał się, zagadnął, chociaż właściwie wyglądał dość srogo.

Jego życiem była straż pożarna. Miał to we krwi, bo już jego dziadek był w 1882 założycielem miejskiej straży pożarnej w Heppenheim – tradycja przez pokolenia.
Rudolf Kohl stworzył przy swoim domu prywatne muzeum straży, a największą jego dumą był zbiór hełmów strażackich z całego świata, a szczególnie ten z Watykanu. Chętnie oprowadzał gości osobiście przez pomieszczenia muzeum i do każdego eksponatu mógł opowiedzieć żywą historię.
Nie pamiętam, żebyśmy kiedyś musieli płacić wstęp. Ale przed domem była skarbonka, do której goście i widzowie chętnie wrzucali datki. Bo tu, w ogrodzie Rudolf Kohl zbudował mały Heppenheim, z pociągami i ICE-Heppenheim, Sebastianem Vettelem, zamkiem Starkenburg i stokami winnymi, strażą pożarną i łe-ło. A jak się miało szczęście i zastało się go w domu, to nawet zrobił pożar, który małe strażaczki dzielnie gasiły prawdziwą wodą. Dzieci zawsze chętnie stały przy płocie, ale i dorośli chętnie popatrzyli. Muzeum było czymś niecodziennym, co można było zawsze fajnie pokazać gościom.

Wielu znało go również z roli miejskiego strażnika nocnego z halabardą, który  odwiedzał późne imprezy miejskie i tradycyjnie głośno nawoływał do spokoju i ciszy nocnej.
Swoje urodziny obchodził zawsze w formie ulicznego festynu przed domem. Impreza ściągała przyjaciół i obcych gości, miejscowych i turystów. Raz też byliśmy tam. A między kawą i grillem można było zwiedzić muzeum.

W tym domu, Kirchengasse 12, założył w 1864 przodek ślusarz Martin Kohl, związek czeladników, poprzednik dzisiejszej Kolpingfamilie (odpowiednik polskich Rodzin Kolpinga). Kohl był do końca aktywny w grupie Kolpingfamilie-Heppenheim, śpiewał też w chórze. No pewnie, z tym głosem!
Tu został również w 1977 założony Związek Przyjaciół Starówki (Altstadtfreunde), a Kohl był jego pierwszym rejestrowanym członkiem.

Ale Rudolf Kohl kochał nie tylko Heppenheim, był też obieżyświatem. Od wielu lat był kilka miesięcy w roku na rejsach, gdzie na luksusowych statkach łączył miłe z pożytecznym i pracował jako doradca służby przeciwpożarowej. Z tych podróży przywiózł wiele eksponatów do swojego muzeum. Parę lat temu musiał przerwać podróż do Chin, z powodu chorej nogi (tej po wypadku).
Z ostatniej podróży, 15 z rzędu, na Azory – nie powrócił do swojego Heppenheim. Zachorował po odbiciu od Sao Miguel, na wyspie Terciere został transportowany do szpitala, ale pomóc mu już nie można było. Znamy Azory – piękny kąt świata, ale szkoda na umieranie.

Jakie życie  takie umieranie – można tu też powiedzieć. Podróże, straż pożarna, towarzystwo.
Kochał Heppenheim i był dopiero naprawdę w domu, kiedy czuł bruk starówki pod nogami, a zmarł w dalekim świecie, przy wypełnieniu zadania związanego z ogniem i strażą.
Był kawalerem, nie miał dzieci.
Oczywiście każdy się pyta dziś, co będzie z muzeum, ogrodem, domem? Ale myślę, że wszystko uregulował za życia, bo nie był zdrowy i na pewno liczył się z tym, że nie dożyje 100.
Rudolf Kohl miał wielu przyjaciół i zasłużył się dla miasta. Na pewno znajdzie się dość osób, które godnie przejmą jego dzieło.
Może straż pożarna? albo Przyjaciele Starówki?

Kategorie: Ciekawostki i sensacje | Możliwość komentowania Rudolf Kohl została wyłączona | Autor:

Franciszek w Heppenheim?

poniedziałek, 18 Mar 2013 @ 5:37

Świat (no, ta katolicka cześć) ma nowego papieża.
Gazety teraz dużo piszą, trudno nie dać się wciągnąć – temat jest ciekawy, a człowiek jeszcze bardziej.

http://www.yumpu.com/de/document/view/4738684/internationaler-stadtgang-heppenheim-kreis-bergstrasse/28Ciekawostka lokalna: Jorge Mario Bergoglio był w 1985 kilka miesięcy we Frankfurcie, mieszkał u Jezuitów, gdzie pracował nad tematem do dysertacji. Pracy doktorskiej jednak później nie pisał, bo został przedwcześnie odwołany przez swój zakon.
Chodziło o teologa i filozofa Romano Guardini, który był w latach 1910-11 kapelanem w Heppenheim przy kościele St. Peter. Czy Bergoglio w ramach badań dojechał te 50 km do naszego miasta – jeszcze nie wiadomo. Na pewno ktoś pogrzebie w dokumentach i archiwach. Może znajdą się jakieś przypadkowe fotografie ze spacerów po starówce, albo notatki na plebanii.
Byłoby ciekawe dla historii miasta.

Kategorie: Ciekawostki i sensacje, Wyczytane w gazecie. | Możliwość komentowania Franciszek w Heppenheim? została wyłączona | Autor:

Drugi zamek w Heppenheim

czwartek, 9 Lut 2012 @ 18:38

Tyle lat mieszkamy w Heppenheim i dotąd znaliśmy tylko jeden zamek Starkenburg. Tak, jak i 25 tysięcy innym mieszkańców.
Ale, jak przed kilkoma dniami nasza gazeta napisała – mamy jeszcze jeden zamek, trochę mniejszy i trochę młodszy i… nielegalny.
W czasie sądowego terminu licytacji gruntu rolnego (winnice) na wzgórzu Hasenberg (Zajęcza Góra), okazało się, że grunt jest zabudowany. Zdziwienie było wielkie, bo urzędnicy podobno przeprowadzili lokalne obejście. I przeoczyli … zamek. Haha.

(film z niem. TV program SWR)

No! to musieliśmy zobaczyć! Poszliśmy na spacer, znaleźliśmy zamek i nasza fascynacja nie miała granic.
Dziś wiemy już prawie wszystko o właścicielu, budowniczym, Rycerzu Zajęczej Góry i okolicznościach.
Pan S., pszczelarz, buduje ten zamek od siedmiu lat. Od początku starał się o urzędowe zezwolenie – miało powstać miejsce dla dzieci, dla spotkań z naturą, dla nauki i zabawy. Miasto nie dało zezwolenia i kazało zburzyć, co już pan S. postawił. Pan S. płacił kary i budował dalej, ma grubą aktę w urzędzie, jednak na miejscu nikt nie interesował się postępem i wzrostem murów.
Rycerz Zajęczej Góry budował dalej – sam – za budulec służył mu gruz z różnych budów. Dziś, na powierzchni 30x 30 metrów stoi zamek, ma wieże, mury, okna, górny zamek i dolny, przedzamcze, most. Na każdym metrze widać pasję i miłość do detalu.
Tylko papieru z urzędowym stemplem brakuje.
Rycerzowi zardzewiała zbroja, osunął się na finansowy brzeg i nie może dalej budować.
Licytacja gruntu ujawniła publicznie egzystencję nielegalnego zamku. Urzędowa maszyneria zaczęła mielić…
Gazety piszą, ludzie piszą do gazety, spacerowicze oglądają, telewizja była. Dziś wie chyba każdy w Heppenheim, że mamy dwa zamki. Na niemieckiej stronie pisaliśmy obszerniej na ten temat, dostaliśmy sporo zainteresowanych komentarzy.
Urząd (nieco ośmieszony) obstaje twardo przy paragrafach: „budowa musi być zniesiona”!!
Ale już jest też głos partyjny z FDP: trzeba szukać możliwości, żeby zamek zalegalizować. Brawo!!
Zburzenie przewyższało by wartość gruntu. Te koszty można by włożyć w kontrolę statyki.
To prawda, że pan S. budował świadomie bez zezwolenia, ale przecież starał się o papier. Urząd poza „nie!” nie zrobił nic.
Pan S. ma pełną sympatię i podziw mieszkańców za włożoną pracę i wytrwałość.
Czekamy z napięciem na dalsze losy zamku.
Jedno jest jasne: tego nie można zburzyć!

 

RATUJMY ZAMEK !!!!

Kategorie: Ciekawostki i sensacje, Co nowego u nas?, Wyczytane w gazecie. | Komentarze (1) | Autor:

Justus i Julius Liebig

środa, 9 Lis 2011 @ 20:46

Przypadkowo trafiłam w internecie na artykuł o toruńskiej fotografii, a właściwie jej 150-letniej historii.
Tu czytam, że jeden z pierwszych zakładów fotograficznych w Toruniu miał Julius Liebig, na Rynku Nowomiejskim 146.
Przeoczyłabym pewnie tą informację, gdyby nie to, że w Heppenheim nazwisko Liebig łączy się z historią.
Justus von Liebig – późniejszy chemik, profesor Uniwersytetu w Giessen i Monachium- rozpoczął swoją karierę w Heppenheim, ucząc się na Starym Rynku za aptekarza. Niestety pociąg do chemii wygrał i młody Justus doświadczał sobie po kryjomu na poddaszu apteki – spowodował wybuch i pożar. Na tym skończyła się jego aptekarska kariera, a nam pozostał historyczny budynek – Apteka Justusa Liebiga i ulica.
Justusa Liebiga zna każdy, nie wiedząc wcale o tym – był wynalazcą kostki bulionowej.
Co ma jedno z drugim? Ano, właśnie – to jest moje pytanie.
Ojciec Justusa, Johann Georg Liebig, miał sklep z artykułami drogeryjnymi i farbami. Tam też Justus załapał bakcyl do chemii. Justus urodził się w 1803 w Darmstadt.
Toruński Julius fotograf miał swój zakład w 1865 roku (drugi artykuł pisze o zamówieniach już przed 1843).
Farby…/fotografia?… – nazwisko?… – czas?…
Interesuje mnie, czy jest połączenie rodzinne tych dwóch osób. Mogliby być nawet braćmi czy kuzynami.
Niestety, wyszperałam już chyba wszystko, co możliwe, ale nie mogę znaleźć bliższych informacji o rodzinie Justusa.
Kto mi może coś podszepnąć?

Czytaj również:
OrbiTorun.pl
Leksykon Fotografów
Wikipedia PL
Wikipedia DE

Kategorie: Ciekawostki i sensacje, Wyczytane w gazecie. | Komentarze (1) | Autor:

Suzuki

niedziela, 23 Paź 2011 @ 11:45

Kto ogląda w niemieckiej TV aktualną sztafetę „Das Supertalent” (= „Mam talent”), ten ma szansę na wygranie samochodu. Wystarczy zadzwonić, zapłacić za rozmowę (to najważniejszy element gry na wygraną), odpowiedzieć na śmieszne proste pytanie i być wylosowanym z tysięcy innych „dzwonników”.
Tym razem do dyspozycji są Suzuki Swift.
Bystre oko wypatrzy, że w reklamie na dzwonienie samochody mają numer HP.
Tak, bo przez wiele lat, od 1976, w Heppenheim był zakład montażowy motorów Suzuki. Przed laty szefowie Suzuki nie dogadali się z szefami miasta w sprawie rozszerzenia i zakład został w 2002 przeniesiony na „wrogie fronty” – 5 km dalej, do Bensheim.
Ale Bensheim należy do okręgu Heppenheim i tam też mają numery HP.
A więc… Heppenheim pozdrawia wszystkich uczestników i widzów programu „Das Supertalent”!!

Kategorie: Ciekawostki i sensacje | Możliwość komentowania Suzuki została wyłączona | Autor:

Monte Carlo

niedziela, 29 Maj 2011 @ 16:45

Kolejny wyścig Formuły 1.
Kolejna wygrana Sebastiana.
Kolejna radość w mieście.
Super!
Sebastian otrzymał gratulacje i buźkę od przyszłej księżniczki Monaco i męski uścisk dłoni od księcia Alberta. Dla innych może nic specjalnego. Ale dla nas ciekawe tło, bo Albert i Sebastian mają te same geograficzne korzenie. Prababcia Alberta pochodziła z Heppenheim. Nawet gościliśmy (no… nie my – miasto) księcia przed kilku laty, kiedy odwiedził dom prababci i odbył kilka spotkań.
Patrząc na zdjęcia – Monte Carlo jest urocze i takie… luksusowe. Chciałabym chętnie przejść się przez ten stromy zakręt z palmami, a jak by nas nie wpuścili do portu jachtowego, to chociaz popatrzymy przez płot.
Zakiełkowała nowa myśl o jakiejś następnej wycieczce…

Kategorie: Ciekawostki i sensacje, Sebastian Vettel | Możliwość komentowania Monte Carlo została wyłączona | Autor:

Nowa osobistość.

sobota, 23 Sty 2010 @ 23:47

Nowość z gazety! „Extra Heppenheim, Laudenbach” z 20.01.10, Foto.
Miasto wzbogaciło się o następną osobistość.
Jeden z gwiazdorów „Big Brother” z roku 2000, Alexander Jolig, prowadzi w Heppenheim Klub Motocyklowy Suzuki (ulicę dalej od domu Sebastiana Vettela).
Rodakom w kraju ta informacja na pewno nic nie mówi, ale ci po tej stronie granicy, przeważnie znają Alexandra, tylko go już zapomnieli. Po BB trochę śpiewał i był razem ze znaną w Niemczech Jenny Elvers (dziś Elvers-Elbertzhagen), co jego popularność wtedy wzmożyło, ale jak sam mówi – mógł sobie tego oszczędzić. [czytaj dalej…]

Kategorie: Ciekawostki i sensacje, Wyczytane w gazecie. | Możliwość komentowania Nowa osobistość. została wyłączona | Autor: