Wąwóz Obrunn

niedziela, 11 Sie 2013 @ 17:06

Wczoraj byliśmy na małej wędrówce w lesie. Godzina dobrego powietrza i jedna długa wyrwa przypominały nam, że coś słyszeliśmy o wąwozie w Odenwaldzie. Oh,tak! Tam jutro pojedziemy.
Ok, internet wie wszystko, wąwóz zna też, haha.

Pomyślane, powiedziane, zrobione.
Dziś ruszylismy do Hoechst, ok. godziny jazdy samochodem w głębszy Odenwald, ale nawet sama jazda była fajna, bo w te tereny rzadko nas aktywności prowadzą.
Trochę niepewnie patrzyliśmy na termometr. Przyzwyczajeni do piekielnych upałów ostatnich tygodni, nie zabraliśmy żadnych swetrów – a tu temperatura 20…19…18…17… A co tam, będziemy szybciej iść.
Ale nie było problemu, w wąwozie było świeżo, skóra była fajnie chłodna, ale nie zimna. Sama przyjemność!
Wąwóz Obrunn ma około 2 kilometrów długości (i z powrotem) i stanowi mały własny światek: drewniane mosty, korzenie pod nogami, wąskie drogi, stopnie z pni. I zbudziły się trochę nasze dziecięce dusze, bo co rusz oczekiwały nas kolorowe niespodzianki – miniaturowe domy, zamek, pałac, wieża, figury – prawdopodobnie z lokalnych legend.
Było fajnie po prostu porzucić ścieżkę i przeskoczyć potok, żeby zobaczyć bliżej czy pobawić się w „perspektywę”.
Niestety ostatnie zalewy pozostawiły też tu ślady. Młyn wodny został zniszczony – jeszcze nie naprawiony, mysia wieża podlana mułem – ale już oczyszczona.
Wspaniała wędrówka, warta powtórzenia, może w innej porze roku, albo z przyjaciółmi.

Na koniec zatrzymaliśmy się w znanej knajpce na sznycla i Kochkäse – gotowany ser, tutejsza specjalność.

Inny wąwóz znamy już ze zdjęć i zezujemy od dłuższego czasu, Margarethenschlucht koło Neckargerach, ale to jest 70 km – jazdy przez Odenwald, więc trzeba by coś jeszcze połączyć. Dlatego na dziś nam nie pasował, ale wczoraj rozmawialiśmy o nim.
Haha! jak wróciliśmy do domu, to Beata miała pocztę od znajomej, która pisała, że dziś wybiera się do Margarethenschlucht. Czy nie przypadek? Niewiele by brakowało, to byśmy się w środku wąwozu spotkali – to by była niespodzianka!!

Kategorie: W okolicy | Możliwość komentowania Wąwóz Obrunn została wyłączona

Odpust

poniedziałek, 5 Sie 2013 @ 17:01

Tradycjonalnie TRZEBA w pierwszy weekend w sierpniu na miejski odpust – połączone świętowanie katolickiego kościoła St.Peter (1904) i ewangelickiego Heilig Geist (1888) (Świętego Ducha). Ale mało się odczuwa kościelnego ducha, nie jest to do porównania z polskim odpustem.
Zwykle święto odbywa się w alei Graben pod plantanami. Jednak ta jest aktualnie przebudowywana i imprezę przełożono spontanicznie na duży parking – ok, lepiej niż nic, ale parkingowy szarm nie dorównywał starym drzewom. Straciliśmy przez to 140 miejsc parkingowych, co ludzie przyjęli spokojnie i cierpliwie. Ja muszę też parkować tam do pacjenta i czasem w desperacji postawiłam samochód „gdzieś” – jakbym dostala kwitek, to napisałbym grzeczne, ale jasne odwołanie.
I wszystko było mniejsze, zamiast 1500 miejsc, oferowano nam 300, ale i te starczyły w piątek.
Najważniejsze: dobry humor, dobre towarzystwo, smaczne wino i piwo i ochłodzenie do „przyjemnych” 30 stopni po piekielnym upale dnia.
My też ruszyliśmy z przyjaciółmi w piątek w drogę, ale dopiero po ósmej, jak słońce już prawie zachodziło. Teren zabawy przejrzeliśmy szybko i raz dwa zajęliśmy wolny stolik, który nam się prezentował centralnie i w strategicznie optymalnym miejscu – wszystko na widoku, blisko do jedzenia i prawie każdy tamtędy przechodził „widzieć i być widzianym” haha.
A w namiocie nawet tańczyło parę osób, matko!!! przy tej temperaturze.
Impreza została otwarta w piątek popołudniu przez księdza i burmistrza. Ksiądz napoczął pierwszą beczkę piwa „za friko” – ta zawsze szybko się opróżnia, haha.
Świętowanie trwa zawsze cztery dni. A w niedziele odbyła się jeszcze po mszy tradycyjna agapa dla 150 osób, wspólny ekumeniczny posiłek przy winie i chlebie.
Reszta po prostu się ubawiła, najadła i napiła.
W przyszlym roku – znów na Graben.

Kategorie: Coroczne imprezy | Komentarze (1)

Rimini

poniedziałek, 1 Lip 2013 @ 13:27

Tyle nam pozostało z restauracji Rimini. Pustka i pospiesznie zawieszone zasłony.
Była to kiedyś dość dobra – nie superowa, ale OK – pizzeria i lodziarnia. Niedaleko od nas, więc czasem poszliśmy na mały spacer, żeby nie mieć takiego wyrzutu sumienia wcinając pucharek lodów. Czasem wracając skądś samochodem spontanicznie decydowaliśmy się na małe posiedzenie przy piwku (również bezalkoholowym).
Fajnie się siedziało. Miejsc było dość, ogródek na zewnątrz, kolorowe krzesła (w tym roku nowe), pod dachem dla palaczy (w zimie jako zamknięta weranda). W środku „normalnie”, ale ściany dekorowały obrazy z Rep. Dominikańskiej – od razu poznaliśmy, bo też takie mamy. Pan – Włoch opowiadał, że chętnie jeździ tam na urlop.
W czasie naszego pobytu w Polsce stało się…
Wieczorem jak zwykle siedzieli goście, jedli pizze i lody. Normalny wieczór.
Rano kucharz przyszedł do pracy, a tu wszystko pusto, okna zawieszone. Musiało mu być dość głupio.
W nocy zostało wszystko sprzątnięte i właściciel zniknął w siną dal.
Oczywiście teraz kuchnia plotek wrzy. Że miał długi podatkowe, że nie płacił wynajmu, że brakowało pieniędzy na pensje pracowników, że mafia.
Ale co myśleć o takim kroku? Ludzie czasem wracają do swoich korzeni, to się zdarza i nic w tym dziwnego. Ale jak ktoś robi taką tajną nocną akcję, to ma coś do ukrycia i to dużo. Poza tym trudno sobie wyobrazić, że podjął decyzję powrotu do Włoch spontanicznie o 23 godzinie, bo go straszna tęsknota ogarnęła. Na pewno się tajnie przygotował i to dobrze.
Na razie restauracja – widmo straszy swoim widokiem. Weranda jest pusta, stołów i foteli chyba by nie wnosił w nocy do środka, bo po co? Więc na pewno wszystko zostało załadowane i zabrane.
A my musimy poczekać i zobaczymy, co i kogo czas przyniesie. Plotki opowiadają, że Antonio chce wrócić do Heppenheim i przejąć ten lokal.
No… musiałby dość przebudować, ale jak zlikwiduje lodziarnię, to starczy miejsca na stoliki. I Sebastian Vettel by się ucieszył, bo to jego ulubiony gastronom.

Kategorie: Co nowego u nas? | Komentarze (1)

Bülent Ceylan

sobota, 1 Cze 2013 @ 10:41

Bülent Ceylan – w Heppenheim znany również jako Boxenluder (lafirynda garażowa) Sebastiana Vettela – daje od wczoraj do jutra trzy występy w naszym amfiteatrze – z programem „Wilde Kreatürken” (gra słów). I robi to perfekcyjnie i wesoło, spontanicznie i samoironicznie. Żadne oko nie zostaje suche – i to nie jest sprawą aktualnego deszczu.
„Boxenluder” powstało, kiedy Sebastian przyjechał do Heppenheim, jako dwukrotny Mistrz Świata Formuły 1 i Bülent wystąpił razem z nim nieoczekiwanie dla publiczności, jako ekstra cukierek.
Bülent jest pół-Niemcem i pół-Turkiem, a do tego naszym sąsiadem, bo prosto z Mannheim (20 km od nas).
Planowane były dwa występy, wczorajszy dodano.
I my tam byliśmy! Chociaż niewiele brakowało, a nasze bilety spłynęły by razem z deszczem. Podczas kiedy media informują nas o wylewach i zalaniach w kraju, straż pożarna pompuje piwnice w Heppenheim, w amfiteatrze planuje się przyjemności pod gołym niebem.
O ranyyyy! Tak fajnie nikt nie może wystąpić, żeby nadrobić to padające mokro. Idziemy, nie zostaniemy, może jednak, ach nie… tak nam szło całe popołudnie. Dobrze, że byliśmy umówieni z przyjaciółmi, to był ten odpowiedni kop w d…
Więc zaopatrzeni w złote folie ratunkowe, peleryny rowerowe i z bundeswery, kurtki przeciwdeszczowe, buty wędrowne i grzańca w termosie (ostatnia flaszka z zimy, jak akurat na 31.maja, haha), ruszyliśmy.
Parasole były zakazane z powodu wzajemnego-wykluwania-oczu i zasłaniania-widoku (oraz kapania-na-sąsiednie-ramiona), ale nie wszyscy wzięli ten zakaz poważnie. Przy wejściu musieli napełniać dużą skrzynkę swoją kolorową własnością. Ciekawa jestem, jak później, po ciemku, ją wśród lekko 500 innych znaleźli.
Kontrola toreb… Ale Jurek z uśmiechem przemycił pod peleryną nasz termos. Ha!!! tak dobrze jeszcze chyba nigdy nam grzaniec nie smakował.
Niespodzianka… Teren przed sceną był zastawiony 2000 krzeseł. Kamienne schody do siedzenia (za nimi jest las i drzewa) były zagrodzone, z powodu przesączonego gruntu i niebezpieczeństwa spadających gałęzi. Mimo deszczu ani jedno krzesło nie zostało wolne. Tego byśmy nie myśleli. I Bülent też na pewno.
Występ? Co tu powiedzieć? Mógł być TYLKO DOBRY!!! Nic innego nie oczekiwaliśmy. I: tego programu nie zobaczysz nigdzie, bo był przycięty na nas, nasz region, zwyczaje, w dialekcie (Heppenheimu i Mannheimu) – wszystko jest artyście znane. Mógł używać swojego dialektu i każdy go zrozumiał, haha. To był występ jak w domu.
Nasza odwaga została nieoczekiwanie nagrodzona i niebo wyschło (kiedyś musi się przecież opróżnić!!). Nawet mogliśmy zdjąć ochronę przeciwdeszczową. Hurraaaa! Dzięki niebu, Bogu, Partii, Buddzie i Rewolucji Październikowej!
Na dziś i jutro życzymy następnym widzom dużo śmiechu i przynajmniej tyle suchego powietrza, ile my mieliśmy.

Posłowie:
W niedalekiej przeszłości rozważano budowę zadaszenia nad amfiteatrem. Jest to piękne miejsce, między dwoma górami (Schloßberg i Maiberg) z widokiem na zamek. Na stopniach może zająć miejsce ok 4000 ludzi. Ale na Maiberb mieszkają też ludzie z wpływem (przynajmniej finansowym) i chcą tam dalej mieszkać w spokoju. A duże imprezy są zwiazane z hałasem. No prawda… jasne, że jak 4000 ludzi schodzi na dół po koncercie, czy występie i niech każdy tylko normalnie rozmawia – to jest na pewno głośno.
Na marginesie: przy ulicy, która prowadzi do amfiteatru, kupił również Sebastian Vettel starą piękną willę „Kappeleck”, ale raczej mało kiedy będzie tam mieszkał. A przeciwko Bülentowi – swojemu kumplowi, na pewno by nic nie miał, by wypili razem piwo.
Ale, szanowni mieszkańcy Maibergu, mieszkacie tak pięknie, macie widok na dolinę Renu, aż po Hunsrück. Czy to jest naprawdę tak tragicznie, że parę razy w roku (dotąd 3-5 razy), my też chcemy coś przeżyć na Waszej górze? Kupcie sobie też bilety. Albo idźcie na kolację, tylko trochę dalej, żeby było dłużej, porozmawiajcie ze sobą. Albo zamknijcie po prostu takiego wieczoru okna.
Czasem powinno być dobro większości ważniejsze od zadowolenia kilku rodzin.

Kategorie: Ciekawostki i sensacje, Co nowego u nas? | Możliwość komentowania Bülent Ceylan została wyłączona

Rudolf Kohl

niedziela, 19 Maj 2013 @ 13:02

Odszedł od nas ostatni chyba oryginał i unikat miasta.

Rudolf Kohl zmarł mając 73 lata. 17 maja został pochowany, na pogrzebie straż pożarna trzymała wartę honorową. A po uroczystości odbyła się duża impreza w punkcie straży pożarnej – tak jak sobie to zmarły życzył za życia.

Kohl należał do obrazu miasta, jak mało kto. Trudno sobie miasto wyobrazić bez niego.
Każdy go znał. Ciężkim kuśtykającym (po wypadku sprzed wielu lat) krokiem szedł ulicami, uśmiechał się, zagadnął, chociaż właściwie wyglądał dość srogo.

Jego życiem była straż pożarna. Miał to we krwi, bo już jego dziadek był w 1882 założycielem miejskiej straży pożarnej w Heppenheim – tradycja przez pokolenia.
Rudolf Kohl stworzył przy swoim domu prywatne muzeum straży, a największą jego dumą był zbiór hełmów strażackich z całego świata, a szczególnie ten z Watykanu. Chętnie oprowadzał gości osobiście przez pomieszczenia muzeum i do każdego eksponatu mógł opowiedzieć żywą historię.
Nie pamiętam, żebyśmy kiedyś musieli płacić wstęp. Ale przed domem była skarbonka, do której goście i widzowie chętnie wrzucali datki. Bo tu, w ogrodzie Rudolf Kohl zbudował mały Heppenheim, z pociągami i ICE-Heppenheim, Sebastianem Vettelem, zamkiem Starkenburg i stokami winnymi, strażą pożarną i łe-ło. A jak się miało szczęście i zastało się go w domu, to nawet zrobił pożar, który małe strażaczki dzielnie gasiły prawdziwą wodą. Dzieci zawsze chętnie stały przy płocie, ale i dorośli chętnie popatrzyli. Muzeum było czymś niecodziennym, co można było zawsze fajnie pokazać gościom.

Wielu znało go również z roli miejskiego strażnika nocnego z halabardą, który  odwiedzał późne imprezy miejskie i tradycyjnie głośno nawoływał do spokoju i ciszy nocnej.
Swoje urodziny obchodził zawsze w formie ulicznego festynu przed domem. Impreza ściągała przyjaciół i obcych gości, miejscowych i turystów. Raz też byliśmy tam. A między kawą i grillem można było zwiedzić muzeum.

W tym domu, Kirchengasse 12, założył w 1864 przodek ślusarz Martin Kohl, związek czeladników, poprzednik dzisiejszej Kolpingfamilie (odpowiednik polskich Rodzin Kolpinga). Kohl był do końca aktywny w grupie Kolpingfamilie-Heppenheim, śpiewał też w chórze. No pewnie, z tym głosem!
Tu został również w 1977 założony Związek Przyjaciół Starówki (Altstadtfreunde), a Kohl był jego pierwszym rejestrowanym członkiem.

Ale Rudolf Kohl kochał nie tylko Heppenheim, był też obieżyświatem. Od wielu lat był kilka miesięcy w roku na rejsach, gdzie na luksusowych statkach łączył miłe z pożytecznym i pracował jako doradca służby przeciwpożarowej. Z tych podróży przywiózł wiele eksponatów do swojego muzeum. Parę lat temu musiał przerwać podróż do Chin, z powodu chorej nogi (tej po wypadku).
Z ostatniej podróży, 15 z rzędu, na Azory – nie powrócił do swojego Heppenheim. Zachorował po odbiciu od Sao Miguel, na wyspie Terciere został transportowany do szpitala, ale pomóc mu już nie można było. Znamy Azory – piękny kąt świata, ale szkoda na umieranie.

Jakie życie  takie umieranie – można tu też powiedzieć. Podróże, straż pożarna, towarzystwo.
Kochał Heppenheim i był dopiero naprawdę w domu, kiedy czuł bruk starówki pod nogami, a zmarł w dalekim świecie, przy wypełnieniu zadania związanego z ogniem i strażą.
Był kawalerem, nie miał dzieci.
Oczywiście każdy się pyta dziś, co będzie z muzeum, ogrodem, domem? Ale myślę, że wszystko uregulował za życia, bo nie był zdrowy i na pewno liczył się z tym, że nie dożyje 100.
Rudolf Kohl miał wielu przyjaciół i zasłużył się dla miasta. Na pewno znajdzie się dość osób, które godnie przejmą jego dzieło.
Może straż pożarna? albo Przyjaciele Starówki?
http://www.hepprumer.de/mediahp/2013/05/kohl/Feuerwehrmuseum_Rudolf_Kohl_Heppenheim.flv

Kategorie: Ciekawostki i sensacje | Możliwość komentowania Rudolf Kohl została wyłączona

Franciszek w Heppenheim?

poniedziałek, 18 Mar 2013 @ 5:37

Świat (no, ta katolicka cześć) ma nowego papieża.
Gazety teraz dużo piszą, trudno nie dać się wciągnąć – temat jest ciekawy, a człowiek jeszcze bardziej.

http://www.yumpu.com/de/document/view/4738684/internationaler-stadtgang-heppenheim-kreis-bergstrasse/28Ciekawostka lokalna: Jorge Mario Bergoglio był w 1985 kilka miesięcy we Frankfurcie, mieszkał u Jezuitów, gdzie pracował nad tematem do dysertacji. Pracy doktorskiej jednak później nie pisał, bo został przedwcześnie odwołany przez swój zakon.
Chodziło o teologa i filozofa Romano Guardini, który był w latach 1910-11 kapelanem w Heppenheim przy kościele St. Peter. Czy Bergoglio w ramach badań dojechał te 50 km do naszego miasta – jeszcze nie wiadomo. Na pewno ktoś pogrzebie w dokumentach i archiwach. Może znajdą się jakieś przypadkowe fotografie ze spacerów po starówce, albo notatki na plebanii.
Byłoby ciekawe dla historii miasta.

Kategorie: Ciekawostki i sensacje, Wyczytane w gazecie. | Możliwość komentowania Franciszek w Heppenheim? została wyłączona

Wiosenne ptactwo.

niedziela, 17 Mar 2013 @ 5:29

Wiosna nadchodzi u nas wcześniej niż innych regionach. Jesteśmy rozpieszczeni.
Mijająca zima była nam za długa – wielokrotnie padał na nowo śnieg, już czuliśmy wiosnę i rum! nowy śnieg. To nam dawało uczucie, że „ciągle” jest zima. Była ciemna – mało słońca widzieliśmy, dużo światła paliliśmy.
Więc nic dziwnego, że serca się radowały z każdego znaku wiosny. Najmniejszy kwiatek został dostrzeżony!
A wcześnie już były…

Potem przyszedł znów śnieg i mróz. Zasypał nas. Ale co tam. Śnieg zginał po paru dniach, a kwiatki kwitły dalej. Później sypał znów, stopniał, a kwiatki rosły dalej. Bardzo up… zima.

Teraz mamy już połowę marca, deszcz przeplata się z pięknym słońcem. Natura drze się na świat – kwitną już krokusy, żonkile, forsycje.
I pierwsze drzewa zdobią się kwieciem.
Ptaki nadleciały wcześnie w tym roku, bociany, żurawie. Między Heppenheim i Lorsch są tereny łąkowe pod ochroną natury (lęgowiska) – tu lądują stada dla odpoczynku, więc teren został wcześniej niż zwykle zaryglowany.
Kilka dni temu widziałam tam (z ulicy) wielkie stado czajek (Vanellus).
W okolicy mamy monitorowane gniazdo bocianie – takie ptasie peep show, z pamiętnikiem. Szef wylądował już 18.02.13, a żonka doleciała 22. Dobrze, bo musiały się jeszcze trochę razem pogrzać – śnieg i mróz wróciły. Ale już się zabawiają we wiosenne igraszki.
Jednak temperatury i powracający śnieg, irytują przylatujące ptaki. W gazecie czytaliśmy, że niektóre robią cofkę i zawracają trochę.
Ale najpiękniejszym widokiem był bocian lądujący w środku miasta na domu. Już myślałam: hej!! dwa domy dalej! tam mieszka nasza córcia 🙂
Dwa lata temu oddany został wyremontowany historyczny budynek Halber Mond (kultura, gastronomia). Przed 30 laty gnieździły tam jeszcze bociany, więc chcąc powrócić do tej tradycji zamontowano im koło na dachu. Teraz czekamy i wyglądamy… Jest co prawda w środku miasta, ale do łąk ptasi skok, więc może jednak któryś przyjmie zaproszenie. A ja – mazurska dziewczynka – kocham bociany!!!!!

Kategorie: Niebo i ziemia | Możliwość komentowania Wiosenne ptactwo. została wyłączona

Karnawał 2013

niedziela, 10 Lut 2013 @ 19:04

Karnawał zawitał na Bergstrasse. W piątek byliśmy 20 km od Heppenheim na tzw. posiedzeniu karnawałowym. Nasza grupa – 20 osób – miała dla rozpoznania w tłumie kolorowe krasnoludkowe czapki. Po wspólnej kolacji, przeszliśmy do sali imprezowej. Na dole wesoła publiczność przebierańców, na scenie balety, tańce, śpiewanki, skecze i rymowane przemówienia na tematy aktualne i lokalne. Litrami lały się …woda i piwo bezalkoholowe, bo wiele osób było samochodami, a wiele innych nie potrzebuje alkoholu do zabawy. I było też wesoło. I to jak! Odchodziliśmy przed północą, w takcie poloneza wijącego się między stołami, ale to nie był koniec zabawy – po polonezie zaproszono na „trzecią polowę”- Acha… teraz jeszcze jeden i drugi coś dopije.

W niedzielę 10.02.2013 był u nas uliczny korowód. Pogoda była piękna (szczególnie, że ostatnio śnieg nas zasypał, ale na czas znikł), niebieskie niebo, słońce, zero stopni. Miasto oczekiwało 100 000 ludzi – i na pewno się nie zawiodło. Przy takiej pogodzie zjeżdżają się widzowie z całej okolicy.
Ruszyliśmy w uliczną zabawę przebrani w nasze autentyczne arabskie stroje – trzeba patrzeć, jakby się przebrać, a jednak mieć miejsce na cieple ciuchy. W końcu stoi się kilka godzin na ulicy. No i podryguje do muzyki każdego przejeżdżającego wozu i grupy. A każdy ma inną muzykę… Prawie sto różnych grup, pieszych i pojazdów, brało udział w pochodzie. Większość lokalnie z Heppenheim, ale i z innych okolicznych miast.
Z wozów są rzucane smakołyki, batony, popcorn. No, a że my przy samym korytku – fabryka lodów Langnese – to tony lodów napełniły nasze brzuchy i torby. Ojej, już się nie mieściły, cztery lody zjadłam, Jurek drugie tyle. Dużo złapanych dobroci oddaje się stojącym obok dzieciom – a co tam, dobry uczynek (przecież muszą zdrowo rosnąć, żeby pracować na nasze emerytury).

Na koniec pochodu, jako ostatni, przejeżdża samochód zmiatający śmieci – a tego jest duuuuuzo! Tak to już jest, że kiedy wszystko jest kupowane z zawartością, to nikt się nie denerwuje, ale jak potem śmieci leżą, to jest wielkie marudzenie. Są to imprezy, kiedy rzeczywiście każdy papier, kubek, butelka lądują na ziemi pod nogami. Ale kilka godzin później już jest czysto. I świat jest znów piękny, a ludzie zadowoleni.
Miłym gestem było podanie przez kilka osób złapanych lodów panom sprzątaczom przez okno do samochodu. Ucieszyli się. Wykazano im w ten prosty sposób uznanie i podziękowanie. W końcu sprzątali nasze smieci.
Wiec do następnego roku. A kto chce, może jeszcze do środy fajrowac. HELAU!

Kategorie: Coroczne imprezy | Możliwość komentowania Karnawał 2013 została wyłączona

Minal rok

poniedziałek, 14 Sty 2013 @ 20:24

Minął rok od naszych ostatnich wpisów. Oj zabałamuciliśmy.
Nie znaczy to, że Heppenheim spał.
Wszystkie coroczne imprezy się odbyły, Dni Wina, Teatry Uliczne, wystawa samochodów i inne.
Nawet Sebastian Vettel jest po raz trzeci mistrzem świata! Oj, radość wielka!
Żeby nowy rok dobrze zacząć, wybraliśmy się tym razem, po raz pierwszy odkąd tu mieszkamy, na tradycyjne przyjecie noworoczne zorganizowane przez miasto / burmistrza dla mieszkańców. Wstęp jest wolny, zaproszenie kieruje się do wszystkich mieszkańców, tych ważnych, i tych co się za takich uważają. No wiec poszlismy. Już przed domem spotkaliśmy dwie pary sąsiadów. Fajnie będzie jeszcze weselej.
Przyjecie było w historycznej sali, gdzie w 1947 założona została niemiecka partia FDP.
Przybyło 250 gości, były przemowy burmistrza i innych ważnych osobistości. Był szampan w bród i świeże precelki koszami.

Kategorie: Coroczne imprezy | Możliwość komentowania Minal rok została wyłączona

Karnawał

niedziela, 12 Lut 2012 @ 18:19

Heppenheim drży w karnawałowej gorączce.
Wszędzie są tzw. posiedzenia – spotkania z występami, skeczami, muzyką. Ludzie się przebierają, malują, wszystko (no…prawie) jest dozwolone.
Heppenheim ma Związek Karnawałowy, który organizuje swoje posiedzenia, korowód uliczny i Poniedziałkowy Bal przebierańców.
Potem tylko dojść do siebie.. i już środa popielcowa i koniec zabaw.
Jest wiele dobrych imprez, ale jedna z najlepszych są posiedzenia Frauenfastnacht ze Związku Kobiet Katolickich.
O bilety trudno, ale w tym roku koleżanka załapała się na dwa. No i uzupełniłyśmy pełną salę o nasze dwie damskie wesołe osóbki. Że damskie – to decydujące, bo te imprezy są od kobiet dla kobiet. Mężczyźni nie mają wstępu. Z kilkoma wyjątkami: szef lokalu, komitet karnawałowy (który przychodzi pozdrawiać każde zabawy). I tradycyjnie… świątobliwe głowy służby bożej.
Trójca kościelna (z katedry St. Peter), ksiądz, kapelan i diakon odstawili nam muzyczny niezapomniany numer, który mój krótki film może choćby trochę oddać. Ksiądz wykazał się aktorskim talentem również w drugim występie, jako laureat Oscara. Kończąc nie omieszkał wersami przypomnieć o karnawałowej mszy niedzielnej przed pójściem na korowód. Co dla polskich czytelników jest nie do pojęcia: na tą mszę schodzą się przebierańcy, a kazanie wygłoszone jest w formie rymowanej przemowy karnawałowej. I nie traci się wcale powagi sytuacji, przecież karnawał pochodzi z religii i związany jest absolutnie z terminami religijnymi (post, Wielkanoc).
http://www.hepprumer.de/mediahp/2012/02/Fastnacht/P2090034.flv
Pięć godzin zabawiano nas niezaprzeczalnie wspaniałym programem. Związek ma 5 takich wieczorów, sala na 300 osób jest zawsze wyprzedana do ostatniego miejsca.
Może uda nam się w przyszłym roku też dostać bilety.

Zarząd posiedzeniaKomitet karnawałowySiedem razy NanaZ historii HeppenheimuDuchowna trójcaKsiądz jako laureat OscaraBalet

A teraz jeszcze w niedzielę 19.02. korowód karnawałowy i … potem czekamy już tylko na wiosnę.

Kategorie: Coroczne imprezy | Możliwość komentowania Karnawał została wyłączona